Cele Marzec 2017

Marzec już w zbliża się ku końcowi, a ja nadal nie opublikowałam swoich celów! Jest ich nadal sporo i nie mam wątpliwości, że sporo spełnię. Już dziś lecę na kurs językowy do Malagi. Hiszpański 24h na dobę? Tak, będzie intensywnie!

Cele na marzec

  1. Dziś zaczynam urlop połączony z kursem językowym w Maladze! Wiadomo przecież, że człowiek najlepiej odpoczywa, kiedy się uczy! Niewielki rajzefiber już dokuczał mi od tygodnia. Adresy pospisywane, ceny biletów ponotowane, lista rzeczy do zobaczenia sporządzona. Nawet notatniki na słówka i teczka na kserówki kupiona. ¡Vamos! (Zdjęcia z najblższego tygodnia będą pojawiać się na instagramie!). Trochę się stresuję. To przecież wrzucenie na głęboką językową wodę bardzo mocno poza moją strefą komfortu. Pocieszam się, że będzie tam 20 stopni i morze w pobliżu na osłodę.
  2. Uczyć się conajmniej godzinę dziennie po szkole i robić powtórk rano przed zajęciami (min. 30 minut – metoda odpytywanie siebie z pamięci). Cel związany z kursem językowym. Oczywiście chcę z niego wynieść jak najwięcej, jednak po 5 godzinach dziennie hiszpańskiego, trzeba te treści na bieżąco agregować i przyswajać. Wakacje wakacjami, ale po powrocie, chcę żeby zostało mi po nich w głowie coś więcej niż wspomnienia! Dlaczego ta metoda? O tym dlaczego efekt testowania pomaga w nauce pisałam w akapicie 2 tutaj.
  3. Czytać. Poprzedni miesiąc trochę mnie językowo wynudził (za dużo gramatyki). W tym miesiącu postanowiłam więcej czytać tekstów po hiszpańsku hobbystycznie. A, że ogólnie dzień bez czytania jest dniem straconym, to uznajmy, że w marcu – dzień bez czytania po hiszpańsku, to dzień stracony.
  4. Podręcznik miesiąca: to 90 stronicowe wydanie „Practica tu español. Uso y contraste de tiempos v
    erbales” Julia Miñano López. Choć to poziom B1, strasznie mi się ten zestaw ćwiczeń spodobał w księgarni. Dobrze nadaje się do powtórek i robienia zadań w biegu lub „w międzyczasie”. Dla kogoś kto spędza 1,5 h w pociągu do/z pracy codziennie  to ideał (z marcu niestety moją linię kolejową akurat remontują więc faktycznie spędzałam w dojazdach tego czasu nawet więcej. Czemu? Przeczytaj 16 faktów na temat Niemców, oraz ich punktualności!). Zagadnienie miesiąca: ćwiczenie Subjuntivo. W końcu będę mieć nauczyciela, którego mogę o te tematy męczyć :)! Yeah!
  5. Nie używać mówionego polskiego i niemieckiego w Hiszpanii (no chyba, że telefon do domu). Nie jadę do Hiszpanii, żeby ćwiczyć polski czy inny język! Poza tym, gdy mówię po hiszpańsku nadal mam z tyłu głowy dwie taśmy mówiące do mnie na zmianę  – po angielsku i po niemiecku. Gdy szukam jakiegoś słowa w głowie po hiszpańsku, bardzo często mam na końcu języka 3 słowa w trzech różnych językach! W pracy faktycznie ma to sens, ale w codziennych gatkach-szmatkach to naprawdę męczące. Moim celem jest zatem ograniczenie wyboru dla mojego mózgu do jednego języka (tego, który mi się myli). Będę tam używać słownika niemiecko-hiszpańskiego (leo.de) i notować tłumaczenia w tej konfiguracji (chyba, że nie znam jakiegoś słowa dobrze po niemiecku, to dopiszę tłumaczenie także po polsku).
  6. Wykorzystać nauczyciela! W cenie kursu jest 5 godzin z nauczycielem i mam zamiar go (ją!) wykorzystać na maksa! Oczywiście językowo!

Od nauczyciela oczekuję 3 rzeczy:

  • ćwiczeń z subjuntivo i wyćwiczenie używania tego trybu w mowie
  • chcę pisać. Zwłaszcza teksty przygotowujące do egzaminu DELE. Korekty oraz ich omówienie.
  • chcę słownictwo związane z moją pracą!

Więcej celów nie ma.

1 porażka lutego – przeplanowanie

W lutym udało mi się sporą część celi faktycznie przerobić. Niestety, były nieco zbyt ambitne i nie uwzględniły dość napiętego grafiku mojego życia (większość dnia spędzam jednak w pracy, w dojazdach do/z pracy, a co 2 tygodnie w Polsce, kiedy się nie uczę). W efekcie, musiałam poświęcać naprawdę każdą chwilę po pracy na nauce hiszpańskiego. Po 3 tygodniach byłam już całkiem zmęczona tym trybem i skapitulowałam. I odpuściłam sobie na 3 tygodnie kompletnie. To jak bieg długodystansowy. Mam nauczkę, miej ambitnie, ale lepiej codziennie.

3 sukcesy lutego – testy & niespodzianki

  1. TESTY DELE. Przerobiłam 70% testów z czytania z mojej ksiązki do z testami DELE (pisałam o niej w celach lutowych tutaj). Chodzi o te 4 zadania z czytania na początku każdego testu. Są trudniejsze niż myślałam! W DELE B2 aktualnie są cztery zadania na sprawdzenie czytania, których zrobienie powinno zająć ok. 70 minut. Dość typowe np. wstaw brakujący fragment, albo w którym tekście znajduje się podana informacja. Najtrudniejszy jest czwarty, który polega na wypełnieniu luki, którąś z odpowiedzi a/b/c/d. W tym zadaniu trzeba znać naprawdę dobrze wszystkie te małe słówka, mocno związane z zgramatyką. Odkryłam, że pewnych rzeczy nadal nie umiem zbyt dobrze. Miałam z nim sporo problemów, ale też naprawdę dużo z tych testów wyniosłam i udało mi się stworzyć skończoną listę zagadnień do powtórzenia przed tym zadaniem. Zrobiłam zadania czytane z 4 testów (na 7), ale ten jeden typ zadania z lukami przerobiłam we wszystkich testach. Napiszę pewnie o tym oddzielny tekst, można bowiem wyłapać pewne powtarzające się trendy. Na pewno muszę tu poświęcić więcej czasu na usystematyzowanie tej wiedzy.

Podsumowując, nie wiem czy te testy DELE są naprawdę takie trudne, czy tylko moje materiały do DELE są po prostu trudne, ale jedno jest pewne. To nie jest pikuś. W bibliotece znalazłam książkę ze starymi testami i tam radziłam sobie dużo lepiej. Może to naprawdę kwestia tej ksiażki? Na szczęście, zdałabym czytanie. Uf. Niemniej, niżej niż myślałam. Jest sporo do zrobienia. Te zadania nie sprawdzają tylko gramatyki. Nawet jeśli znasz wszystkie słowa możesz odpowiedzieć źle. One sprawdzają tak bardzo mocno logiczne myślenie! Są super podchwytliwe! Ważna lekcja, trzeba się przyłożyć do nauki synonimów i przyimków!

  1. ROZMAWIANIE O PRACY. Luty mnie zaskoczył, albowiem miałam aż dwukrotnie okazję rozmawiać z koleżanką z Barcelony o pracy! My tam używamy sporo słów, których normalni ludzie nie rozumieją. Wiecie, to dla mnie stresujący temat, bo ja przecież uczę się „normalnego” hiszpańskiego, a nie jakiegoś tam zawodowego. Na początku gadałyśmy tylko na komunikatorze, więc przynajmniej miałam szanse sprawdzić jakieś specjalistyczne słowa w słowniku. Załamała mnie jednak, gdy chciała się umówić na rozmowę na telefon!

Stwierdziłam, że w Hiszpanii przecież też będę musiała mówić na wiele tematów, które wcale nie są dla mnie wygodne językowo. Raz kozie śmierć! Porozmawiajmy zatem o pracy!

Okazało się, że nie było tak źle. Przez półtorej godziny tłumaczyła mi coś o czym miałam małe pojęcie także merytorycznie (nie zgadzałam się z nią), ale językowo dałam radę. Gdy już naprawdę nie mogłam czegoś wyrazić, przechodziłam na angielski. Roxana jednak nie miała z tym problemu. „Wiesz, nic nie szkodzi, i tak twój hiszpański jest dużo lepszy niż mój angielski”. No skoro tak…

  1. Nie udało mi się rozmawiać po hiszpańsku co tydzień, ale jednak udało mi się spotkać z moim partnerem językowym 2 razy na godzinę i usłyszałam, że mówię lepiej niż 3 miesiące temu, gdy mnie ostatnio widział. Także, ostatecznie, zewnętrzny feedback pozytywny! Hiszpański coraz mniej miesza mi się z niemieckim i chciałabym ten trend kontynuować.

Oczywiście mogłabym więcej i częściej. Przyznaję, że motywacja spadła mi pod koniec miesiąca. Niemniej, czas do niej wrócić.

 

 

Macie jakieś pomysły na to co koniecznie muszę zobaczyć w Maladze? Po kursie, mam w sobotę jeszcze jeden dzień wolnego i chciałabym go jakoś fajnie spędzić, może gdzieś jechać. Jakieś rady? Na razie myślę o Grenadzie, albo Nerja, ewentualnie jakiś trekking jednodniowy. Myślałam o Giblartarze, ale tam się podobno jedzie 3 godziny (długo jak na jeden dzień). Do zobaczenia na instagramie!

 

 

 

Lubię uczyć się języków i chciałabym znać ich kilka płynnie. Fascynują mnie wszystkie tzw. tricki językowe, czyli co można robić, by nauka była skuteczna i przyjemna jednoczeście. Tutaj piszę o tym jak zabrać się do nauki samodzielnie, jak zmienić swoje podejście do nauki języka. Najczęściej o językach europejskich tzn. niemiecki, hiszpański i angielski. Piszę, by motywować do nauki! Jeśli podoba Ci się tutaj, koniecznie polub mój profil na fejsbóku, żeby nie przegapić kolejnego postu :)!

  • Super punkt 5 :) życzę miłej nauki!
    Tak mnie zaciekawiłaś tym językiem „zawodowym” – jaka to branża, jeśli to nie tajemnica?

    • Lili

      Hej Olga -fascynująca księgowość >_<. Ale, najgorsze są takie rzeczy ogólne - od pisania maili to organizowanie/prowadzenie spotkań i wyrażanie się w taki sposób, żeby przypadkiem ktoś tego źle nie zinterpretował, żeby nie było jakiejś wpadki komunikacyjnej z powodu nieprecyzyjnego wysłowienia się albo niezbyt "grzecznego" sformułowania. Chodzi o inny register języka - nieco bardziej formalny. To dla mnie dość istotne, bowiem bardzo nielubię nieefektywnej komunikacji w pracy, a język to podstawa każdej komunikacji :). Jednak, to jeszcze długo przede mną. Na szczęście/nieszczęście nie muszę pracować na razie po hiszpańsku, choć zauważyłam już teraz że poprawia to kontakty z koleżankami w Hiszpanii (są po prostu dużo milsze dla mnie! :D)