[#H9] Jak zacząć mówić – czyli o przełamywaniu bariery językowej.

 

Po wczorajszym wieczorze, mogłabym stwierdzić, „ja już żadnych poliglotycznych wyzwań nie robię”. Mój cel na listopad to „zacząć mówić z osobami mówiącymi po hiszpańsku”. Nie dukać, nie wstydzić się. Po prostu mówić. Odhaczone? Z ogromnym zaskoczeniem stwierdzam – tak! Wczoraj poszłam na spotkanie wymiany językowej i udało się. Przebijam się przez językową barierę! Dziś parę myśli o tym, jakie to dziwne uczucie zrobić to pierwszy raz po hiszpańsku.

 

Nie popełniaj tego błędu co ja – mów! Z błędami, ale mów!

Kiedy zaczynałam naukę hiszpańskiego przykładałam się do wielu rzeczy, ale mówienie nie było na liście moich priorytetów. Na poziomie A1 w szkole językowej niestety współuczący/e się nie szczególnie wspierali moje zapędy i o zgrozo, po hiszpańsku dało się porozmawiać tylko z nauczycielką. Później miałam przerwę i znów wielki zryw w innej szkole językowej – poziom zajęć B1 i B2. Choć mieliśmy trochę gramatyki, nacisk kładziono tam tylko na mówienie. Jasne – trochę mówiłam, ale źle, z dużą ilością błędów. Braki w gramatyce widać było jak na dłoni. Praktycznie też kompletnie nie umiałam pisać, bowiem nigdy nie zadawano nam wypracowań. Znałam za to dużo bardzo dziwnych słów jak np. brzoza.

Zderzenie z rzeczywistością w mojej głowie nastąpiło kiedy zaprosiliśmy parę osób do siebie na „wieczór filmowy” . Ponieważ chłopak naszej koleżanki jest Hiszpanem, wybraliśmy argentyński film „El Mafia” z napisami, które były dość kiepskie. Z tego w sumie fajnego wieczoru pozostały mi dwa wnioski – nie mam pojęcia o argentyńskiej historii oraz nie jestem w stanie się wypowiedzieć na żaden temat, który mnie interesuje po hiszpańsku! Rozmowa z Hiszpanem, który przecież jest nauczycielem i ma dużo zrozumienia, przyprawiła mi sporo stresu i otworzyła oczy. Przecież tak długo się uczę (nieco ponad rok wtedy) – powinnam już TYLE umieć! Co jest nie tak?

Jakoś wtedy nauka hiszpańskiego zaczęła przestawać mnie motywować. Nie widziałam postępu. Wydawało mi się, że poświęcam hiszpańskiemu sporo czasu – ale podczas mówienia i tak plątały mi się w głowie angielski słowa. Dużo więcej rozumiałam, niż byłam w stanie z siebie wydusić.

 

Habla mucho! czyli szukaj okazji by mówić wszędzie

 

To nie wymaga długiego namysłu by stwierdzić podstawowy fakt. Jeśli nie ćwiczysz mówienia, nie będziesz mówić. Problem  w tym, że sytuacja pod tytułem „Rozmowa z cudzoziemcem” jest dla osoby, która uczy się języka, bardzo niekomfortowa. 

 

Jeśli jesteś do tego nieśmiały/a lub introwertyczny/a (to wbrew pozorom dwie różne rzeczy), przełamanie się do mówienia zakłada dwie nieprzyjemne kwestie:

  1. mówienie do zupełnie obcej osoby, do której nie masz jeszcze zaufania
  2. mówienie w języku, którego nie znasz dobrze.

Te dwa elementy generują stres. A rozmowa z cudzoziemcem zwykle zapewnia obie te atrakcje. Nie trudno zatem unikać rozmów. Przecież to tak wygodne, przez wiele miesięcy zakopywać się w książkach, gramatykach, ćwiczeniach i oglądaniu filmików na youtube – zamiast zacząć mówić! A przecież uczymy się, po to żeby używać języka! Nie uwierzę, że chcesz go znać tylko po to, żeby umieć czytać! (jeśli studiujesz archeologię, filologię klasyczną lub lingwistykę, możesz zignorować ostatnie zdanie).

Też tam byłam, wiem jak to jest. O ile nie jestem introwertyczką, jestem jednak raczej nieśmiała w dużych grupach osób, wśród których nie znam nikogo. Dużo lepiej czuję się jeśli znam chociaż jedną osobę. A, że jedyna osoba, którą znałam w Gdańsku i która chciałaby ze mną chodzić na takie spotkania, właśnie sobie kupiła mieszkanie i obiecuje powrócić do hiszpańskiego, gdy skończy je urządzać…. cóż…. wiecie jak to jest. Zawsze znajdzie się wymówka, żeby nie mówić. Ten poziom można mieć naprawdę latami! Ba! Można zdać maturę i certyfikat chronicznie unikając mówienia w obcym języku! 

Teraz, gdy przez rok będę mieszkać w Kolonii, nie mam wymówek. Naprawdę nie znam nikogo, kto chciałby ze mną rozmawiać po hiszpańsku. Ta konieczność postawiła mnie pod ścianą – pomyślałam – albo coś zrobisz, albo twoja znajomość języka będzie na papierze. Czyli nieużyteczna. Żadna. Możesz sobie dać spokój, bo po co Ci język, którym nie umiesz mówić?

Co robiłam dotąd źle? Nie szukałam dotąd każdej nadarzającej się okazji, aby używać hiszpańskiego. Tak, mea culpa. Nie róbcie tego! Nie bierzcie ze mnie przykładu! Naprawdę, mówienie można zacząć już od formułek z pierwszych lekcji – jak leci, co słychać, ładnie wyglądasz. Que tal, wie geht’s, como estai, nasilsin? Wcale nie trzeba mieć jakiegoś tam poziomu B1 czy C10, żeby móc mówić! Trzeba wyluzować i znaleźć tolerancyjnych ludzi, którzy nas w tych zapędach wspomogą

Kończąc przydługi wstęp, to wyzwanie poliglotki motywuje mnie mocno, żeby walczyć z tą swoją nieśmiałością i wyjść do ludzi.

 

Mundo lingo, wymiana językowa

 

Spotkanie mundo lingo (www.mundolingo.org), czyli cotygodniowa wymiana językowa w barze die Wohngemeinschaft … cóz, stresowało mnie. Wczoraj po pracy, zjadłam kolacę, obejrzałam coś po hiszpańsku, przeczytałam nawet wiadomości na euronews.com (są dostępne w paru językach te same). A nawet pogadałam sama ze sobą, jakieś takie zdania na jakieś typowe tematy typu co robię, czemu uczę się hiszpańskiego. Opowiedziałam sobie sama także jaką anegdotkę czy moje wrażenia z filmu na temat  el Dia de Muertos (uczyłam się tutaj ostatnio nowych słów). Potem poszłam na spotkanie.

Spotkania Mundo Lingo są również w innych miastach (w Polsce nie ma, może ktoś chciałby zacząć organizować? Za to w dużych europejskich miastach można je znaleźć: Kopenhaga, Paryż, Barcelona, Kolonia, Genewa, Londyn. Można zahaczyć przy okazji jakiś krótszych wakacji).  Wygląda to dość podobnie jak wszędzie. Od organizatorów dostajesz nalepkę z flagą krajów, których językami się posługujesz. Są to ładne nalepki z małym logo. Na szczycie ląduje twój język ojczysty, a nieco niżej inne języki, którymi się posługujesz. .

Oczywiście na odwagę kupiłam sobie kölscha (typowe dla Kolonii niemiecki pils zawsze serwowany w małych szklankach 0,2-0,3l) i zaczęłam się rozglądać za flagą Hiszpanii. Szukałam źle, ponieważ do okoła pełno było różnych flag, często gorzej przeze mnie rozpoznawanych. Szybko trzeba było opanować ich znajomość, ale też był to dobry punkt do rozpoczęcia rozmowy – rozpoznałam Meksyk (myli się z włoską flagą), Kolumbia  myli mi się z Wenezuelą, a z pewnym Salwadorczykiem rozmawiałam tylko dlatego, że wydawało mi się, że nosi dość flagę Argentyny w jakimś dziwnym kolorze….

 

Zaproponuj swój język

Jednym z moich pierwszych rozmówców był David z Hiszpanii, jeden z organizatorów tych spotkań, który wyjaśnił mi na czym Mundo Lingo polega.

Ty, jako nejtiwspiker danego języka, powinnaś umożliwić innym osobom mówienie w nim z Tobą. Często przychodzą osoby, które po prostu chcą nauczyć się obcego sobie języka, jednak to nie jest dobre, jeżeli nie chcą używać przy tym języka ojczystego. Celem tych spotkań jest wymiana językowa, czyli Ty oferujesz swój język, a inni oferują Tobie ich.

Choć rozpoznawanie flag szło mi tak sobie, pierwsi moi rozmówcy brali mnie za Niemkę i w czasie rozmowy jakoś zajmowało im zorientowanie się, że … nie, nie jestem z Kolonii, a w ogóle… to ja hiszpańskiego się uczę wiesz? Później przekleiłam tą flagę trochę niżej, jednak faktycznie niemiecki jest tam językiem którego domyślnie każdy tam używa lub chce się nauczyć. Cała ta ogromna ilość ludzi, na początku może z kilkadziesiąc, potem sporo ponad sto, bardzo często przychodzi na te spotkania, bo nie ma z kim ćwiczyć niemieckiego. To środowisko osób które się albo go uczą, albo znają i są wyrozumiałe dla innych uczących się, zapewnia pewien bezpieczny habitat językowy. Wiesz, że zostaniesz poprawiony jeśli poprosisz, wiesz, że nikt nie będzie cię oceniał za to jak mówisz. Będziesz zrozumiany/a i doceniony/a za to, że wkładasz wysiłek w naukę tego języka.

Domyślnie więc miałam ten komfort, że mogę przejść na niemiecki, jeśli zdanie było szczególnie skomplikowane. Jednak – starałam się później tego nie robić. Albo dopytywałam się „que se dice” „como expresarlo” i – to niezwykłe, ale ja też spotykałam się z ogromnym zrozumieniem. Udało mi się nawet parę słów zapisać, inne zapamiętać.

 

Przez pierwsze kilkanaście minut rozmawiałam w grupie Wenezuelczyk, Marokańczyk, Niemka – tylko po niemiecku! Wszyscy byli albo lekarzami uczącymi się niemieckiego, po to żeby zacząć specjalizację w Kolonii, albo uczyli się z powodu studiów, kontynuowanych tutaj. O ile nie uczę nikogo języka niemieckiego zawodowo, a korki dawałam z niemieckiego dawno temu na studiach, strasznie bawi mnie couchowanie ludzi, żeby użyli nieco ładniejszego słowa, albo fajniejszego wyrażenia. To było sympatyczne i spotykało się z bardzo pozytywnym feedbackiem. Przy okazji dowiedziałam się też, że by pracować jako lekarz, musisz w Niemczech mieć dużo wyższą znajomość niemieckiego, niż jeśli chcesz tu po prostu studiować.

Cudownie. Czyli idziesz na spotkanie i uczysz ludzi niemieckiego? Tak, super spotkanie!

 

This is the latino way

To wcale nie było takie łatwe zacząć w końcu mówić! Po niemiecku wyszły mi small talki, przynajmniej poznałam jakieś osoby i nie czułam się aż tak onieśmielona. Potem próbowałam już przechodzić na hiszpański i z nie-niemcami było to dość proste, bo ich „domyślnym” językiem jest przecież hiszpański. Oczywiście, wykorzystałam te parę powtórzonych wcześniej zdań sprzed lustra, ale potem trzeba było rzeźbić i kombinować, by wyrazić to co chcę. I jeszcze używać tych wszystkich czasów przeszłych.

A jednak – udało mi się na przykład porozmawiać trochę o el dia de muertos, z którego znałam trochę słów, tworząc ten wpis na bloga (o ten). Dowiedziałam się, jak się to święto obchodzi w Salwadorze czy Nikaragui. To niezwykłe jak osoby z tego regionu opowiadają takie ciekawe historie o swojej rodzinie czy doświadczeniach, gdy pytasz ich o tematy typowe dla ich środowiska. Gdy wykazujesz zainteresowanie dla ich kultury, nagle stajesz się dużo ciekawym rozmówcą! Strasznie mi się to podobało!

Kiedy myślę o sobie z boku, w całym tym tłumie, zaskakuje mnie samą jak zupełnie inaczej komunikujemy się używając innego języka. Przykładowo, Latynosi w czasie mówienia naprawdę sporo gestykulują, robią różne miny, jeśli się dziwią to robią to autentycznie, głosem, wysoko uniesionymi brwiami i gestem; jeśli się śmieją to jest w tym dużo spontanicznej szczerości, jeśli narzekają to jest w tym narzekaniu dużo ekspresji. Po jakimś czasie zaczęłam się łapać się na tym, że zaczynam kopiować tą ich mowę ciała, więcej macham rękami, ale i ten mój domyślny tryb „niemiecka pozycja pełna dystansu” w mowie ciała znika. Dajmy na to łatwiej mi kogoś dotknąć za ramię (Niemcy nie robią w ogóle takich rzeczy), gdy mówię do tej osoby. Powoli przestałam się przejmować się jakimś tam fizycznym kontaktem. (dygresja: oczywiście w pierwszej chwili czułam się niekomfortowo, gdy ktoś mnie też za ramię złapał lekko, gdy coś tłumaczył, albo stał dużo za blisko mnie – ale tłumaczę sobie, że to ja się czuję dziwnie z tym, a oni nie). Może jeśli macie dużo kontaktu z osobami z innego kręgu kulturowego, to nie dziwi, a jednak miałam taki moment „acha! Zapomniałam, że oni tak robią”.

Dziwaczne też było, że nie miałam pojęcia jak się pożegnać! W Niemczech po prostu jeśli kogoś lubisz, możesz się przytulić, albo możesz nic nie zrobić, po prostu powiedzieć, że idziesz i dodać coś miłego na dobranoc i już. Idziesz sobie. Po pożegnalnym przytulaniu usłyszałam, że żegnam się w bardzo niemiecki sposób, i dostałam obdarzona buziakiem w policzek. Jednym!

 

Czy bolało?

No trochę tak! Gdyby nie to, że od początku listopada naprawdę codziennie słucham ogromnych ilości rzeczy po hiszpańsku (i ćwiczę wypowiedzi z glossiką), pewnie nigdy bym się nie odważyła tam wybrać!

O ile nie lubię ludzi (ok, nie lubię dużej ilości obcych ludzi na raz), to jakimś cudem udało mi się spędzić ten wieczór na rozmowie może z 7ma różnymi osobami, których imiona raczej pamiętam, a kogoś nawet dodałam na fejsbóku, bo rozmowa się kleiła.

Na pewno po pierwszych paru rozmowach było łatwiej. Na początku ćwiczy się przecież te same znane small talki – skąd jesteś i jak masz na imię. Ciekawiej zaczęło być dopiero gdy zaczęłam znajdować z pewną Kolumbijką zupełnie inne tematy (np. że tęskni za Kolumbią, bo jedzenie w Niemczech jest koszmarne), albo z Salwadorczykiem, który za miesiąc ma egzamin z niemieckiego na C1 i codziennie chodzi na 4 godziny do szkoły uczyć się. To strasznie zabawne spotkać osoby, których cała codzienność skupiona jest wokół nauki języka.

Na przykład zaczęliśmy wymieniać się nazwami podcastów które słuchamy! (Deutsche Welle króluje) Ja się trochę podroczyłam, że irreale wünsche konstruuje się po niemiecku trochę inaczej niż on ich używa. On za to bez końca poprawiał moje formy czasów przeszłych, gdy wyznałam, że sprawiają mi problem. Do tego wyśmiał mnie, że nie używam imperativo tak jak trzeba (tak między nami, poza podstawowymi formami imperativo np. coge! Hable! to nigdy się pozostałych form nie nauczyła). I to jest świetne, to motywuje do nauki. Wiem, że na pewno gdy go spotkam następnym razem, będę chciała użyć jakiegoś imperativo :P!

 

Czyli warto czy nie?

 

Oczywiście, że tak. Mimo stresu, a dzisiaj niewyspania – bowiem wróciłam do domu jednak dość późno, te spotkania dały mi naprawdę ogromny zastrzyk motywacji do używania języka. Postanowiłam tam w miarę możliwości zaglądać co tydzień i po prostu rozmawiać. Może za tydzień pójdę tam z postanowieniem, że użyję parę razy imperativo albo zagadam kogoś na jakiś temat, który mnie interesuje (nie tylko święto zmarłych, ale może jakaś inna tradycja lokalna?).

 

Jeśli mówisz źle i nadal cię onieśmiela wyjście do ludzi i rozmowa – zrób tak jak ja, słuchaj, bardzo dużo słuchaj, zastanawiaj się co możesz powiedzieć nowopoznanej osobie i jakich słów użyjesz. Wyjdź poza zwykle jak się masz i ciągnij dalej. Co powiedziałbyś swojej koleżance, o co chciałabyś zapytać kogoś, kto dobrze zna kraj, którego języka się uczysz? Naprawdę w krótkich rozmowach nie trzeba od razu rozmawiać o skażeniu środowiska i ekologii, można zostać przy prostych tematach i spróbować o nich mówić płynnie.

 

Najgorszy jest pierwszy krok, potem… idzie !

Trzymam kciuki za twoją wymianę językową! Wiem, że wiele osób ma z tym problem z tym żeby zacząć mówić swobodnie. Zwłaszcza na samym początku! Jeśli masz taki sam stres jaki miałam ja, albo już udało cię go przełamać, koniecznie napisz w komentarzu.

Lubię uczyć się języków i chciałabym znać ich kilka płynnie. Fascynują mnie wszystkie tzw. tricki językowe, czyli co można robić, by nauka była skuteczna i przyjemna jednoczeście. Tutaj piszę o tym jak zabrać się do nauki samodzielnie, jak zmienić swoje podejście do nauki języka. Najczęściej o językach europejskich tzn. niemiecki, hiszpański i angielski. Piszę, by motywować do nauki! Jeśli podoba Ci się tutaj, koniecznie polub mój profil na fejsbóku, żeby nie przegapić kolejnego postu :)!

  • Bardzo ciekawy wpis. Niestety postąpiłam podobnie, rozpoczynając naukę najpierw portugalskiego, potem włoskiego… Ciekawe, czy te języki da się u mnie jeszcze „odratować” i zacząć mówić. Pozdrawiam!

    • Lili

      Hej Gosiu! Jasne, że się da! Oczywiście dużo zależy też od innych rzeczy: kiedy przestaliśmy się uczyć jakiegoś języka, jaki mieliśmy poziom i czy przypadkiem język bardzo podobny nie zaczął zbyt mocno interferować z tym na którym nam zależy (np. jeśli znasz świetnie hiszpański, może się okazać, że „odzyskanie” włoskiego będzie trochę trudniejsze, ponieważ w głowie masz tylko hiszpańskie słowa). W którym kolwiek przypadku, MOTYWACJA jest najważniesza :). Warto się przełamywać. Jasne, czasem pierwszy raz trochę rozczaruje, czasem się pomyśli „o boże, przecież uczyłam się tego, a teraz nie pamiętam” – to nic nie szkodzi. Po pierwsze, jeśli masz z kim mówić, chcesz mówić z tą osobą/ami regularnie (czyli częściej i regularniej się uczysz -marchewka dla motywacji), a po drugie – mówienie aktywuje słownictwo pasywne. Przypominanie sobie wyrażeń i dosłownie „Wyciaganie” ich z głowy to zupełnie co innego niż „rozpoznawanie ich” gdy są napisane lub wypowiedziane przez nas. Nasz mózg zaczyna trochę wówczas „szaleć” i tworzyć nowe oraz wzmacniać istniejące połączenia nerwowe, co dla takiego języka jest bezcenne. Istnieje bowiem bardzo duża szansa, że taki język w naszej głowie na dobre pozostanie w pamięci długotrwałej i po paru tygodniach intensywnego mówienia (albo i dłużej, ale regularnego) zaczynasz używać go na „automacie” bez większego zastanawiania się.
      Trzymam kciuki za Twoją naukę :)!