O grudniowej nauce, przekładaniu na „jutro” ORAZ JAK SPRINT JĘZYKOWY niemal ukatrupił moją motywację do nauki

Z lekkim poślizgiem podsumowanie wyzwania 3×3 za grudzień. Jak szła mi nauka? Czy tak trudno wytrwać w drugim miesiącu nauki? Co to jest SPRINT w nauce języków obcych i dlaczego niemal wykończył moją motywację do nauki rosyjskiego?

Czy tylko mnie się wydaje, że zorganizowanie nauki w grudniu to niezła gimnastyka?

Święta, zakupy prezentowe, sylwester, a u mnie na dodatek… urodziny! A jednak udało mi się uczyć przez 24 dni z 31, które grudzień miał. Juhuu!!!

Nie udało mi się uczyć codziennie. Ups.

Głównie z powodu moich urodzin, w które zawsze planuję robić coś czego dotąd nie robiłam. Byłam w Krakowie! Było tak super, że … na rosyjski zabrakło już czasu.

Zdarza się. Nie ma co tego demonizować. Przecież, w pozostałe dni pilnie się uczyłam!

Rozstania i powroty

Największym problemem po przerwie w nauce jest … powrót do rutyny. Zwłaszcza, jeśli pojutrze jest Boże Narodzenie, albo… w sumie cokolwiek.

Nie odkrywam Ameryki. Niektórym potrafi przeciągnąć się do miesiąca… albo dwóch… albo trzech… albo przerodzić się w przerwę na naukę innego języka….

Pocieszę Cię. Każdy tak ma.

Przypomnij sobie, gdy byłeś/aś kiedyś na diecie lub chciałeś/aś uprawiać regularnie sport? Wystarczył tydzień przerwy i udało Ci sie odkryć  jak strasznie trudno się zmotywować do powrotu PO PRZERWIE. Nie do wiary, jak łatwo mózg daje się oszukać i zwodzi nas na manowce lenistwa. Potem mówisz sobie – „Dobra, to może jutro”. A jutro nadchodzi… za tydzień albo nigdy?!

Mam dobrą wiadomość – jest metoda zaradcza:

Po prostu zacznij.  Wróć do swojej rutyny sprzed przerwy na 5 minut. Połowy dokonał KTO ZACZĄŁ.

(przyznaje się – to moje motto. 5 minut jest lepsze niż nic. Nawet jedna minuta jest lepsza od 0 minut!)

Wystarczy zacząć i dość szybko przypomnisz sobie, że wykonywanie tej rutyny po prostu sprawia przyjemność.

Rosyjski w grudniu?

Miałam wyrzuty sumienia, że zrobiłam prawie tydzień przerwy w nauce, ale… 

na koniec miesiąca podsumowałam co udało mi się zrobić w grudniu. Wcale nie było czego się wstydzić.

  • Przerobiłam całą książkę do gramatyki: „Gramatyka w tłumaczeniach – Rosyjski 2”. A planowałam przerobić tylko 70%. Wow.
  • Przeczytałam też jednego średniodługiego ebooka z bajkami po rosyjsku (to już drugi w sumie).
  • Chodziłam na kurs rosyjskiego do szkoły językowej 2 razy w tygodniu aż do świąt i nawet zaliczyłam tam bardzo dobrze jakiś test przedświąteczny.
  • Słuchałam radia w pracy. W tym miesiącu radio Swoboda.
  • Spotkałam się z koleżanką z Kazachstanu na konwersacje.
  • Stworzyłam dużo fiszek w Flashcards, które też regularnie powtarzałam (recenzja tego programu juz niedługo).

Hej – to wcale nie tak mało nawet mimo 7 dniowej przerwy!

Czuję postęp i widzę, że nie stoję w miejscu!

2 HITY i 1 KIT!

HIT: mówią na to EMPOWEREMENT

 Wiesz, że w listopadzie udało mi się uczyć naprawdę codziennie, codziennie? To efekt wyzwania 3 x 3 (jego zasady wyjaśniałam tutaj). W grudniu płynęłam na tej fali entuzjazmu radośnie jak mewa nad sopocką plażą.

To niesamowite ile energii i wiary we własne siły daje codzienna nauka. Masz to poczucie, że się starasz i że odniesiesz sukces już po pierwszym miesiącu. To daje TYLE WIARY WE WŁASNE MOŻLIWOŚCI W KOLEJNYM! Euforia rośnie! 

Udowadniasz samemu/samej sobie, że naprawdę nic Cię nie zatrzyma – bo przecież CHCESZ!

Pamiętasz? Postanowiłam uczyć się „tylko” 30 minut dziennie (+5 i +5 na małe aktywności w ciągu dnia, najlepiej na telefonie).

Miesiąc regularnej nauki wykształcił u mnie dość silny nawyk.  Po 7 dniach nieuczenia w grudniu, czułam, że czegoś mi brakuje i „żalka” (  жалько ). Wiedziałam, że ta codzienna nauka daje mi sporo energii i napędza do działania!

Ten entuzjazm jest cudowny i bardzo motywujący! Spróbuj.

Po miesiącu wchodzenia na pagórek, zechcesz zmierzyć się z wyższym szczytem (tak jak ja w styczniu!).

HIT! Najlepsza książka do NAUKI GRAMATYKI jaką posiadam.

 

„Gramatyka w tłumaczeniach – rosyjski”. To już druga część, z którą pracuję.

W listopadzie przerobiłam całą pierwszą część. Było łatwo, bo dla mnie to była powtórka sprzed 5 lat, gdy zaczynałam naukę rosyjskiego. W grudniu zmierzyłam się z częścią drugą. Tam są tematy, których albo nigdy się nie uczyłam, albo nie pamiętałam. Zaczęłam trochę też przerabiać część trzecią (w styczniu kontynuuję trzecią część). Przyznaję, pracuje mi się z tymi książkami tak dobrze, że już pod koniec stycznia przeczytasz oddzielny post tylko o niej. Będzie też małe rozdanie, abyś Ty też mógł/a je wypróbować i zrozumieć moje zachwyty!

 

KIT: Do biegu? Gotowi? SPRINT!

 

Próbowałam stosować sprint w grudniu, ale ta metoda chyba nie jest dla mnie. Jeśli jednak „sprint językowy” nic Ci nie mówi, czytaj dalej

O co chodzi w sprincie?

SPRINT to metoda, która oryginalnie pochodzi z innej dziedziny, którą lubię – z zarządzania projektami a konkretnie z metodyk tzw. zwinnego zarządzania (Agile). Oczywiście projekty są różne, ale statystycznie ze sprintami najczęściej spotykają się programiści. W praktyce, na początku dnia zespół wyznacza sobie realistyczne zadanie (np. zaprogramowanie konkretnej funkcji w grze komputerowej), które ukończy tego samego dnia lub w ciągu wyznaczonej liczby dni np. tygodnia. Praca wszystkich skupia się na dostarczeniu gotowego produktu na koniec wyznaczonego czasu.

Czemu SPRINT działa?

Sprint odnosi się do zasady Pareto, zgodnie z którą 20% zadań jest odpowiedzialnych za 80% sukcesu. A zatem w ramach sprintu, skupiamy się na tym, co gwarantuje nam sukces. Proste!

Sprint korzysta też z innej zasady zarządzania czasem: wykonanie zadania zajmuje tyle czasu ile zaplanujesz (znasz to? Jeśli jesteś 8 godzin w pracy, to właśnie tyle będziesz pracować, nawet jeśli obiektywnie wystarczyłoby Ci na zadanie 5 godzin). 

Poprzez skupienie się na jednym aspekcie unika się też wielozadaniowości („multi-tasking”). Gdy koncentrujesz się na jednym zadaniu, jesteś bardziej efektywny/a, ponieważ nic Cię nie rozprasza. Oszczędzasz dzięki temu czas.

Również gdy nie pracujesz/nie uczysz się, twój mózg znajduje się w trybie „poszukiwania rozwiązań”, skupia się na jednym zadaniu. Nierzadko przychodzą Ci do głowy pomysły pomiędzy kolejnymi sesjami pracy/nauki, na które normalnie nie wpadł(a)byś.

 Sprint to nie tylko metoda dla zespołów projektowych. Poligloci również próbują wdrażać tę metodę do swoich rutyn językowych.

 W jaki sposób stosować SPRINT w nauce języka obcego?

Ogranicza Cię wyobraźnia.

Podam przykłady, by zobrazować o co chodzi:

  • Wybranie fragmentu gramatyki, którego chcesz się nauczyć w ciągu kilku dni, najlepiej takiego, który zapewni Ci istotny progres w nauce (np. ja w grudniu skupiłam się na nauce i ćwiczeniu poprawnej odmiany rzeczownika po rosyjsku; udało mi się, ale z perspektywy czasu był to zbyt duży cel. Teraz rozbiłabym to zadanie na kilka mniejszych zagadnień, ponieważ taki cel było zbyt kompleksowy jak na mój poziom). Warto wybrać to zagadnienie zgodnie ze swoim poziomem. Jeśli dopiero zaczynasz – nie ucz się „czasowników”, ale ogranicz swój cel sprintu bardziej precyzyjnie: „odmiana 20 najpopularniejszych czasowników w hiszpańskim w czasie teraźniejszym” – przez X dni=X godzin (sprawdź swój kalendarz i uwzględnij powtórki); albo „odmiana rodzajnika określonego w niemieckim – 4 dni”. Oba tematy mają istotny wpływ na twoje kompetencje – są naprawdę kluczem do sukcesu w gramatyce!
  • Czytanie: płynne czytanie jednego tego samego tekstu wraz z nauczeniem się słownictwa z niego oraz umiejętnością opowiadania (trudność tekstu powinna odzwierciedlać twój poziom! Treść powinna Cię interesować i nawiązywać do tematów o których lubisz rozmawiać – pamię†aj – Pareto! Istotność!). Jeśli masz problem z określeniem trudności tekstu – stosuj prostą zasadę: gdy rozumiesz ok 60-70% tekstu to jest on dla Ciebie. 30% których nie rozumiesz nauczysz sie w czasie sprintu)
  • Słuchanie: podobnie jak czytanie, ale skupiamy się na tym samym materiale audio
  • Komunikacja: przygotowanie prezentacji na jakiś temat (mini-projekt)
  • Fonetyka – szlifuj poprawną wymowę, aż będzie bardzo bardzo podobna do nagrania/wiersza/dialogu, które chcesz wymawiać bezbłędnie
  • Codzienne lekcje z lektorem/partnerem językowym szlifujące konkretną umiejętność komunikacyjną
  • inne? idiomy / słownictwo z „twojej działki” / itd.

Główne zasady sprintu językowego?

  1. Trwa od 1 do 14 dni. Wg mnie nie warto planować tego dłużej, choć np. Benny Lewis pisał o sprintach 3 tygodniowych. Wg mnie ma to sens, jeśli naprawdę czerpiesz frajdę z wykonywania tej zaplanowanej czynności, a przy tym… lubisz mieć czasem obsesję na jakimś punkcie ;). Osobiście, mój 14 dniowy sprint wykończył moją motywację. Czemu? Bo ja uwielbiam RÓŻNORODNOŚĆ i szybko się nudzę. Następnym razem raczej nie podejmę się sprintu dłuższego niż 7 dni (codziennej) nauki konkretnej aktywności; no chyba że byłoby to codzienne spędzanie godziny na spotkaniach ze znajomymi i paplanie z nimi po hiszpańsku/rosyjsku przy dobrym jedzeniu i piciu!!! Wtedy – nawet miesiąc sprintu poproszę! :)
  2. Pracujesz nad jednym i tym samym zagadnieniem (ten sam tekst, to samo zagadnienie gramatyczne, ten sam odcinek serialu, to samo ambitne nagranie itd.)
  3. Doprowadzasz do perfekcji to co robisz. Cokolwiek robisz, twoim celem w czasie sprintu jest robienie tego ŚWIETNIE. Dobrze Ci nie wystarcza. Sprint ma mieć wartość dodaną. Warto podejść do tego realistycznie. W międzyczasie możesz stwierdzić, że w zaplanowane 7 dni, nie doprowadzisz tego czego chcesz się nauczyć do perfekcji. Cóż. Błąd początkującego. Nie przejmuj się i zmniejsz sobie nieco zakres (nie „cała gramatyka” a jakiś mniejszy fragment; nie cały rozdział książki, a tylko 4 strony itd.)
  4. Po zakończeniu sprintu z łatwością możesz stwierdzić co Ci się udało. Celebruj sukces i przejdź do… kolejnego sprintu ;).

Kto skorzysta?

Każda osoba, którą motywują jasne i wyraźne cele

Osoby, które lubią korzystać z tych samych materiałów „do bólu”

Perfekcjoniści (i programiści)

Osoby z „piętą Achillesową”, które twierdzą, że „nie da się” czegoś nauczyć ( Jeśli zdarza Ci się mówić „Nie da się nauczyć subjuntivo presente w hiszpańskim” to spróbuj sprintu.)

Osoby lubiące wyzwania

Krótkodystansowcy, którzy nie potrafią sobie wyobrazić celu „za rok”, ale „za tydzień” już przemawia

Uczniowie zadaniowi (czy jesteś uczniem zadaniowym? dowiedz sie tutaj)

 

Moje wrażenia

Stosowanie metody typu sprint wypaliło moją motywację i myślę, że to główny powód tej 7-dniowej przerwy w nauce (poza oczywiście wyjazdem, który uniemożliwiał mi wykonanie celu). Ot – sprint zakłada krótki i wyrazisty cel. A ja czułam się pod zbyt dużą presją tego celu w obliczu wyjazdu i przygotowań świątecznych.

Presja w pracy bardzo mnie motywuje, ale w domu jej nie chcę. Dlatego presja w „czasie wolnym” działa na mnie dokładnie odwrotnie – paraliżuje. W efekcie „uciekam”, czyli robię wszystko byle by nie realizować tego celu (skoro nic nie robię, nie mogę czuć porażki, że nie wyszło; porażka jest gdy próbujesz i nie wychodzi, a ja przecież nie próbuję ). Taki pokręcony mechanizm mojego mózgu, który rozgryzłam już dawno.

Co zmieniłam?

Nic, poza tym, że przestałam nazywać swoją naukę gramatyki „sprintem” . Uczyłam się tak jak wcześniej. Problem ustąpił. Presji nie było. Motywacja wróciła. Tak proste i tak piękne sposoby na oszukanie swojego mózgu. [Jeśli odkładasz zrobienie ciągle tych samych rzeczy na później, zastanów się, czy nie masz tego „syndromu uczenia się na dzień przed egzaminem” tak samo jak ja].

Podsumowując, sprinty są fajne, ale jeśli jesteście ambitni i lubicie realizować swoje cele (tak jak ja), to lepiej mierzyć siły na zamiary i zwyczajnie policzyć ile godzin czasu masz na jego zrealizowanie. Realistycznie!

Cel nadrzędny jest cały czas ten sam – chcę wznosić swój poziom znajomości języka coraz wyżej, a nie tam… się stresować jakąś nową hipsterską metodą nauki. Uczenie się języka ma być przyjemne :).

A jak tam Ci idzie nauka? Tez zdarzyło Ci się doświadczyć przerwy w nauce po której po prostu nie sposób znowu wrócić do swoich zwykłych rutyn?

 

 

 

 

 

Fot. travel oriented

Lubię uczyć się języków i chciałabym znać ich kilka płynnie. Fascynują mnie wszystkie tzw. tricki językowe, czyli co można robić, by nauka była skuteczna i przyjemna jednoczeście. Tutaj piszę o tym jak zabrać się do nauki samodzielnie, jak zmienić swoje podejście do nauki języka. Najczęściej o językach europejskich tzn. niemiecki, hiszpański i angielski. Piszę, by motywować do nauki! Jeśli podoba Ci się tutaj, koniecznie polub mój profil na fejsbóku, żeby nie przegapić kolejnego postu :)!

  • Magdalena Kowalcze

    Świetny blog! Sama jestem nauczycielem angielskiego, a teraz zaczynam się uczyć niemieckiego i Twoje porady chętnie wykorzystam nie tylko w swoim uczeniu ale również moich uczniów! Dzięki i powodzenia!

  • „porażka jest gdy próbujesz i nie wychodzi, a ja przecież nie próbuję” no jakbym o sobie czytała

    A sprinty w programowaniu są bardziej przyjazne, bo nie chodzi o doprowadzenie do perfekcji, a jedynie na skupieniu się na niezależnym kawałku/module, które to moduły potem składają się na działającą całość. Na naukę języków przełożyłabym to raczej w formie: uczymy się malutkiego kawałeczka, którego można się nauczyć niezależnie od innych rzeczy, ale nie mieszamy do tego perfekcji. I osobiście uważam, że dwutygodniowe sprinty to za długi okres. Może się to sprawdzić w programowaniu, gdy ma się jakiś większy moduł do zakodowania, ale w tym wypadku na pewno też da się to rozbić na mniejsze kawałki. Przy językach te 7 dni to pewnie max, żeby się nie zajechać. A jeśli czujemy, że nie wyrobimy się, to zamiast wydłużać czas, trzeba zadanie rozbić na mniejsze części po prostu.

    No i pięknie. Powymądrzałam się, a chciałam w sumie tylko napisać, że warto każdą metodę testować, odrzucić te, które kompletnie nie podeszły, zachować te, co się w 100% sprawdziły, a te 50/50 dostosować pod siebie. I warto pamiętać, że różnych rzeczy (nawet w obrębie jednego „projektu”) można się uczyć wieloma sposobami (a i pewnie ta różnorodność nam wyjdzie jedynie na dobre).